|
|
 |
PARTYNICE PO SEZONIE 2006
Po wielkich perturbacjach na początku roku związanych z pytaniem, nie kiedy, ale czy sezon 2006 się odbędzie, 14 maja oficjalnie została rozegrana pierwsza gonitwa na Partynicach. Niestety do samego końca nie udało się wywalczyć we Wrocławiu uruchomienia zakładów. Pomimo wielu starań ze strony organizatorów gonitw w Polsce, PKWK, zaangażowania urzędników państwowych różnego szczebla, sprawa ugrzęzła. Nie widać było chętnych na uruchomienie "końskiego totka" nawet w ograniczonym stopniu. A szkoda. Wynikiem takiego obrotu sprawy, polski turf ponownie stracił w oczach międzynarodowych organizacji wyścigowych, sponsorów i kompletnie zdezorientowanej publiczności. Ludzie zniechęceni ciągłym oczekiwaniem przestali przychodzić na wyścigi, co widoczne było podczas każdego z mityngów.
W trakcie sezonu pojawiły się także inne problemy, które muszą w końcu dać do myślenia ludziom odpowiedzialnym za wyścigi w naszym kraju. Zgodnie z przypuszczeniami z lat ubiegłych oraz sytuacją na początku tegorocznego sezonu, zabrakło jeźdźców w Polsce. Kto mógł wyjechał do pracy w Niemczech, Włoszech, Anglii, Szwajcarii czy Norwegii. Wrocławskim efektem takiego stanu rzeczy było, po raz pierwszy w Polsce, odwołanie gonitwy płotowej, ponieważ nie było kogo posadzić na zapisane konie. Przy obecnej perspektywie rozwoju wyścigów (czytaj: jej braku) problem będzie narastał. Grono polskich jeźdźców to niestety w większości warszawscy "emeryci" oraz wrocławskie "dziewczynki". Praktycznie nie ma ludzi młodych, którzy mogliby zastąpić nieobecnych lub tych którzy lada moment zakończą swoja karierę. Olbrzymia rola leży po stronie trenerów, którzy muszą szukać nowych twarzy oraz Polskiego Klubu Wyścigów Konnych, który powinien organizować więcej szkoleń.
We wrocławskich stajniach przygotowanych było 81 koni półkrwi i 59 koni czystej krwi arabskiej. Liczba startujących "arabów" wzrosła do 82 w chwili kiedy okazało się, że wyścigi warszawskie ponownie zostały "odroczone". Wrocławska publiczność mogła oglądać podopiecznych Doroty Kałuby, Małgorzaty Łojek, Andrzeja Wójtowicza, Adama Wyrzyka i Michała Romanowskiego. Praktycznie każdy z wymienionych trenerów odniósł znaczące sukcesy w gonitwach zarówno dla koni pełnej jak i czystej krwi. Jedynie Adam Wyrzyk i Michał Romanowski dopiero w tym roku zaprezentowali na co ich stać. Klacz Zbójna Góra Adama Wyrzyka zwyciężyła w Nagrodzie Wielkiego Szlema, natomiast Kamerdyner Michała Romanowskiego w Nagrodzie Derby. Zgodnie z przewidywaniami konie warszawskie przewyższały klasą nasze "araby", odnosząc 17 zwycięstw na 44 rozegrane gonitwy. Dodatkowym ich atutem byli jeźdźcy, którzy wykorzystując brak gonitw na Służewcu ruszyli na podbój Wrocławia. Łącznie startowało ich czternastu, na czele z czempionem 2005 - Aleksandrem Reznikovem i weteranami stołecznego turfu Wiaczesławem Szymczukiem i Jerzym Ochockim. Miało to oczywiście pozytywny oddźwięk, gdyż w końcu po wielu latach można było podziwiać prawdziwe ściganie na partynickiej bieżni. Skończyły się gonitwy rozgrywane na końcowych metrach i trzeba było naprawdę się postarać aby zająć lepszą lokatę.
Najlepszymi okazały się być klacze Zarina (Ostragon - Zgadula/ Fawor) hodowli Oświata-Lingwista Nadbałtyckie Centrum Edukacji trenowana prze Dorotę Kałubę zwyciężając łatwo w gonitwie pozagrupowej o Nagrodę Stadniny Koni Lesieniec oraz Orgia Fata (Chndaka - HF Olympia / Monarh AH), wyhodowana przez L. Błachuta odnosząc dwa zwycięstwa. Orgia Fata pokazała, że należy do czołówki rocznika kiedy w Warszawie sięgnęła po pierwsze lokaty w Nagrodach Porównawczej i Białki. Na uwagę zasłużył również ogier Zejman (Ataman - Zanja / Murat-Nur), hodowli Z. Górskiego trenowany przez Małgorzatę Łojek.
Spośród wrocławskich koni czystej krwi wyróżniał się przede wszystkim wyhodowany w Janowie Podlaskim podopieczny Stanisława Borkowskiego siwy Barbarossa (Gazal Al Shaqab - Barka / Ararat). Ogier ten wygrał jedną gonitwę i w kolejnych swoich startach dzielnie dotrzymywał kroku wymienionym wyżej koniom, plasując się czterokrotnie na drugim miejscu, w tym w gonitwie pozagrupowej. Bardzo dobrze radziła sobie delikatnej budowy michałowska Demeter (Wojsław - Drabora / Borek). Barbara Olszta zadebiutowała nią dopiero pod koniec sierpnia odnosząc zwycięstwo. Klacz startowała w sezonie trzykrotnie, wygrywając dwie gonitwy. Przypuszczalnie gdyby nie fatalnie dobrany dosiad w nagrodzie Stadniny Koni Lesieniec (piąta lokata), Demeter miałaby najlepszą karierę wśród trzylatków czystej krwi. Na uwagę zasługują również dwukrotna zwyciężczyni michałowska Wadi Halfa (Ekstern - Wenessa / Egon) trenowana przez Barbarę Olsztę oraz białecka Pelgrima (Emigrant - Perfazja / Batyskaf) i janowska Cefedia (Metropolis NA - Celna / Alegro) trenera Stanisława Borkowskiego. Wymienione konie na pewno będą pożyteczne jako czterolatki o ile będą nimi zainteresowani nowi trenerzy.
Pomiędzy końmi półkrwi walka o prymat toczyła się od samego początku sezonu. Największa niespodzianką sezonu została rosła Bagietka (Puszczyk m - Bachantka m / Campetot xxoo) hodowli Dariusza Laseckiego . Podopieczna Stanisława Borkowskiego nie wyróżniała się na początku niczym specjalnym. Pierwsze starty pokazały, że jednak drzemią w niej duże możliwości. Wygrała pierwsze dwa biegi by następnie próbować sił w gonitwach klasycznych. Niestety w Nagrodach Oaks i Derby nie odegrała większej roli, plasując się poza pierwszą czwórką. Mankamentem klaczy okazało się być wyłamywanie w trakcie gonitwy. Powodowało to, że jeździec musiał walczyć na prostej o utrzymanie prawidłowego toru jazdy. Jednak klacz ponownie zaskoczyła wszystkich wygrywając Nagrodę Zamknięcia Sezonu na dystansie 2600 m (!).
Cieszy postawa koni wyhodowanych w Prudniku. O dużym niedosycie można mówić w przypadku ogiera Witax (Malax m - Wita m / Saroyan xx). Ten rosły ogier z debiutu był drugi, by następnie łatwo wygrać. Kolejny sprawdzian to Nagroda Prezydenta Wrocławia. Dosiadający go w tej gonitwie Wiaczesław Szymczuk wybrał złą taktykę. Od startu rozprowadził gonitwę bardzo mocnym tempem, by przegrać ją na ostatnich metrach. Szkoda, bo ten ważny laur był w zasięgu ręki. Następny pojedynek - Derby nie był już dla niego taki dobry. Okazało się, że elastyczny tor nie jest dla Witaxa sprzyjający. Piąte miejsce to wszystko na co było go stać.
Zgodnie z przewidywaniami z początku sezonu swoje pięć minut miały również janowskie wychowanki, gromadząc łącznie siedem wygranych gonitw. Najważniejszy sukces odniosła gniada Berra (Divisor xx - Baryłka m / Barak m) trenowana przez Roberta świątka. Po fascynującym finiszu z walewicką Berezą, zwyciężyła "o nos" w Nagrodzie Arabelli - Oaks. Smaczku w tym pojedynku dodawał fakt, że obu koni dosiadali warszawscy dżokeje (Berra - Reznikov, Bereza - Szymczuk), którzy zaprezentowali wysokiej klasy kunszt jeździecki. Oaksistka na swoje konto dołożyła jeszcze w październiku gonitwę płotową dla koni trzyletnich. Trochę poniżej oczekiwań zaprezentowała się Karoca (Divisor xx - Kareta m / Szał xxoo), która po dobrym początku nie mogła nawiązać walki z rywalami. Dopiero jej ostatni start pod Austryiaczką Cornelią Fraisl, zaowocował zwycięstwem. Obie klacze zostały na kolejny sezon by próbować rywalizacji w gonitwach skakanych.
Po kilku latach bez sukcesów ponownie zabłysła gwiazda dla Walewic. Bezapelacyjnie najlepszym ich koniem była kasztanowata Bereza (Dzielżan xx - Beduinka m / Elsing oo). Wygrała dwie gonitwy (w tym sprawdzian przed Oaks - Nagrodę Rewolty) a w kolejnych startach plasowała się zawsze w czołówce - druga w Oaks, trzecia w Derby. Niestety trudy sezonu dały jej we znaki powodując, że ostatni jej start w Nagrodzie Tunela to kompletna klapa - piąte, ostatnie miejsce daleko za stawką. Dla Walewic zwycięstwa, ale tylko już w gonitwach grupowych, odnosiły Faktor, Jokohama, Huzarka, Madera Schagya i Kurhan - łącznie dziewięć wygranych. Zobaczymy jak w nadchodzącym sezonie zaprezentują się Faktor i Kurhan, które pozostały w treningu. Nadzieje należy pokładać szczególnie w tym drugim, który pochodzi z bardzo utytułowanej sportowo rodziny (od Kurzawa m po Pick Wick xo).
Opisując zeszłorocznych bohaterów nie należy zapomnieć o tzw. pechowcach. Pierwszą z nich jest gniada Championka (All Hands on Deck xx - Chwała m / Kwartet xo) hodowli I. Maroszka . Pod kierunkiem trenera Dębowskiego zwyciężyła bardzo łatwo w dwóch swoich startach. Niestety z powodu kontuzji nie mogliśmy zobaczyć jej w dalszej części sezonu. Kolejnym pechowcem jest mazurski wychowanek (S. Polednia) ogier Dreszczyk (Texas xx - Donna Anna wlkp / Dziekanów wlkp). Przysporzył on nie lada problemów trenerowi Janowi Pochwatce. Po debiucie zakończonym zwycięstwem i trzecim miejscu w Nagrodzie Prezydenta Wrocławia wyrósł na jednego z pretendentów do Nagrody Derby. Niestety na dwa dni przed gonitwą odniósł kontuzję, która wykluczyła go z tej gonitwy. Jednak swoje możliwości pokazał wygrywając Memoriał Kasi Litwiniuk, pozostawiając w polu m. in. rzetelną Bagietkę i janowską Berrę. Po tym starcie nie mógł dojść do pełni zdrowia, w wyniku czego pauzował do końca sezonu.
Podobnie jak w latach poprzednich najbardziej widocznymi końmi byli wychowankowie Stadniny Koni Ochaby. Jedenaście trzylatków półkrwi, trzynaście razy mijało celownik jako pierwsze. Marsz ku zwycięstwom rozpoczął "dziedzicznie obciążony" sukcesami - Wicher II (Chef Supreme xx - Wierzba m / Bonaparte m),
który pod Anną Stasiak wygrał Nagrodę Prezydenta Wrocławia. Niestety wraz z sezonem pogłębiały się jego problemy zdrowotne i do kolejnych sprawdzianów stawał daleki od formy. Możliwości tego konia były jednak ogromne, co pokazał zajmując drugie miejsce w Nagrodzie Derby i trzecie w Nagrodzie Tunela.
Bezapelacyjnie najlepszym koniem rocznika okazał się być "malowany" kasztan Decybel II (Chef Supreme xx - Desna m / Sir Laryks m), którego budowa daleko odbiegała od ogólnie przyjętych norm konia wyścigowego. Do startów przygotowywała go Barbara Olszta, sama nie będąc w pełni przekonana co do jego możliwości. Koń zadebiutował bardzo późno bo dopiero w lipcu. Zajął drugie miejsce. Kolejny start i znowu drugi, finiszując z końca stawki pod uczniem. Po tej gonitwie zapadła decyzja o udziale Decybela II w gonitwach klasycznych. Łatwo wygrał Nagrodę Derby Półkrwi i Tunela, prowadząc od startu do mety, pod dżokejem Mirosławem Pilichem. Na koniec sezonu dołożył jeszcze zwycięstwo w gonitwie płotowej dla trzylatków (Nagrodzie SK Ochaby) pod Zdzisławem Licą. Kolejny raz potwierdziła się stara prawda, mówiąca że na sukcesy konia składają się nie tylko "papier" i prawidłowa budowa ale ważne jest jeszcze to coś. Mało, który koń potrafił tak zwyciężać jak Decybel II, biegając na wszystkich dystansach i w dwóch rodzajach gonitw.
W tym miejscu należy powiedzieć o rok starszym Decybelu I, który rywalizował w gonitwach płotowych. Sezon rozpoczął pechowo - z powodu niefrasobliwości jeźdźca został zdyskwalifikowany z drugiego miejsca, ponieważ dosiadający go dżokej Piotr Dębowski dziwnym trafem po gonitwie miał większą wagę niż przed. Po tej "wpadce" przyszła fala sukcesów. Odniósł trzy zwycięstwa, włącznie z ustanowieniem rekordu toru na dystansie 2800 metrów (3'02"). Dlatego śmiało można powiedzieć że sezon 2006 to sezon potomstwa klaczy Desna.
Dość rygorystyczne warunki gonitw skakanych "wyeliminowały" z większości startów we Wrocławiu sławnego Galeriusa (Jape xx - Galeria sp / Fanimo kwpn). Trenujący go Robert świątek podjął decyzję, iż nie zaryzykuje startu konia pod wagą większą niż 70 kg, stawiając na starty "Dziadka" w Czechach. Konfrontacja wypadła zgodnie z przewidywaniami. W Pardubicach i Svetlej Hoře Galerius był piąty i raz nie ukończył gonitwy. Po tej przygodzie ogier startował we Wrocławiu w Czempionacie Płotowym rywalizując z dużo mniej doświadczonymi końmi i niosąc niższą (!) wagę od pozostałych. Wynik gonitwy był zaskakujący, Galerius został pokonany przez mazurskiego Diamenta (Oregon xx - Dewiza wlkp / Desant xx) wyhodowanego przez Stefana Polednię. Pikanterii temu zdarzeniu dodaje fakt, że dosiadał go współautor wszystkich sukcesów Galeriusa - Andrzej Ławniczek. Zrobił to podobnie jak wcześniej, deklasując rywali na dystansie 3200 m o ponad 10 długości. Jednak Galerius nie kazał długo czekać na rehabilitację. W październikowej Nagrodzie Dyrektora WTWK - Partynice (gonitwa przeszkodowa) wygrał w swoim dawnym stylu. Tym samym ustanowił swoisty wrocławski rekord. W ciągu siedmiu lat zwyciężył w 30-stu gonitwach przebiegając w nich łącznie ponad 130 kilometrów. Długo trzeba będzie czekać na konia, który mu dorówna lub przynajmniej zbliży się do jego wyników.
Wrocławscy trenerzy jak co roku walczyli o prymat najlepszego. Kolejny raz okazał się nim Tadeusz Dębowski (20). Nie udało mu się jednak sięgnąć po żadną prestiżową gonitwę, co można uznać za dużą porażkę tego szkoleniowca. Jako druga w statystykach jest Barbara Olszta (19) ze zwycięstwami w Nagrodach Derby, Tunela i SK Ochaby. Jest to niewątpliwie jej duży sukces, gdyż poprzednie sezony były zdecydowanie nieudane. Trenerzy - Jan Pochwatka, Stanisław Borkowski i Robert świątek uplasowali się w środku tabeli z następującą liczbą zwycięstw - 13, 15, 16. Trzeba odnotować, że Robert świątek w gonitwach arabskich zwyciężył zaledwie dwukrotnie, a Jan Pochwatka trzykrotnie. Natomiast konie Stanisława Borkowskiego 28 razy zajmował drugie miejsca, przegrywając gonitwy nie do przegrania. Kolejny raz nie udało mu się zdobyć po derbowego lauru, pomimo wystawienia aż trzech koni w tej gonitwie.
Na pewno o zakończonym sezonie szybko będzie chciał zapomnieć Adam Suchorzewski. Trenowanymi końmi zwyciężał zaledwie 8 razy, ze średnią startów 4,26, która jest mniejsza od najwyższej średniej o ponad 1 punkt (S. Borkowski 5,33).
Spośród przyjezdnych trenerów najwięcej wygranych (po 6) odnotowali Dorota Kałuba i Andrzej Wójtowicz. Wśród trenerów kłusaków - Duńczyk Piter Simoni lecz po zwycięstwa w najważniejszych gonitwach sięgnął Roman Mateusiak.
Czempionem wrocławskich jeźdźców została Anna Stasiak (11 zwycięstw) a drugie miejsce zajęła Patrycja Szczepańska, przegrywając w liczbie drugich lokat. Bezpośrednio za nimi kolejne pozycje "obstawili" gościnnie jeźdźący - Austriaczka Cornelia Fraisl, dżokej Mirosław Pilich, Wiaczesław Szymczuk
Sezon jak zwykle dał dużo do myślenia trenerom, jeźdźcom i organizatorom gonitw. Czy będzie on taki jak 2006 czy lepszy - pokaże czas. Najważniejszym problemem na dziś jest uruchomienie totalizatora, bez którego wyścigi zginą.
Natomiast mieszkańcom Wrocławia należą się wielkie brawa i słowa podziękowanie za to, że tak wytrwale dopingowali swoich ulubieńców przez cały, pełen zawirowań sezon.
|
 |
|