PODSUMOWANIE SEZONU 2007

Koniec sezonu to gorączkowy okres podsumowań, statystyk i zmian w stajniach - wymiana koni, zajażdżki, wstępne treningi i w końcu ostateczne decyzje co do pozostawienia koni na sezon. Dzięki temu możemy oglądać tak fascynujące pojedynki jakie mogliśmy podziwiać w zakończonym sezonie. Ale od początku. Sezon jak zwykle, w ciągu ostatnich kilku lat, stał pod znakiem zapytania. 15 kwietnia wystartowała pierwsza gonitwa. W sumie rozegrano 19 dni wyścigowych ze 127 gonitwami. W 60 ścigały się konie ras półkrwi, w 41 konie czystej krwi arabskiej, natomiast 26 przeznaczonych było dla kłusaków francuskich.

Kłusaki francuskie

Kolejny rok kiedy kłusaki francuskie rozegrały pełen sezon. Pomimo, że w większości są to konie "n-tej" kategorii, których czas we Francji już przeminął, w rękach nowych, polskich właścicieli potrafią jeszcze pokazać na co je stać. Jednak jak daleko im do rezultatów osiąganych przez europejską czołówkę przekonaliśmy się oglądając rywalizację z udziałem gościa z Czech - Bedricha Novaka z wałachem Lesmeral de Chenu. Trener i powożący w jednym, czterokrotnie pokonał nasze kłusaki osiągając bardzo dobre czasy. Jedynym, którego konie mogły podjąć próbę rywalizacji były konie trenera Sylwestra Bagińskiego. Nie oglądaliśmy go w ubiegłym sezonie, dlatego z początku trudno było oceniać szanse jego podopiecznych. Pierwsze starty szybko rozwiały wątpliwości i stało się pewne, że będzie pretendował do tytułu czempiona trenerów. Trzeba jednak odnotować, że sukcesy stajni "Pod Dębami" to olbrzymia zasługa syna trenera - Filipa Bagińskiego. Wiedzę, którą zdobył we francuskich stajniach, szybko przełożył na wyniki. Bardzo dobrze radził sobie Peter Simoni, którego "żelazna" Matia de Ceton w każdym wyścigu punktowała na płatnym miejscu. Niestety nie była w stanie sięgnąć po najważniejsze zwycięstwa w Nagrodzie Cheval - Francais i Hipodromu Vincennes. Wraz z sezonem widać było u pozostałych koni ze szczecińskiej stajni ewidentne braki wytrzymałościowe. Z dobrej strony pokazał się trener Andrzej Najderski. Niekwestionowaną gwiazdą w jego stajni była Noblesse Buroise, zwyciężając trzykrotnie w tym w Nagrodzie Hipodromu Vincennes. Klacz na pewno będzie bardzo groźna w przyszłym roku. Pomimo największej liczby wygranych gonitw kłusaczych stajnia Romana Mateusiaka startowała poniżej oczekiwań. Praktycznie nie zaistniała Lady Vera, która rok wcześniej wygrała wszystkie najważniejsze biegi.
Pozytywnym aspektem wyścigów jest ciągły napływ nowych osób, które chcą spróbować sił w rzemiośle tak specyficznym jak gonitwy rozgrywane w kłusie. Nowi trenerzy (M. Chełkowski, R. Kasprowicz) udowodnili, że trzeba się będzie mieć na baczności kiedy w zapisie pojawią się ich konie. Skazą kłusaczego sezonu było cofnięcie licencji dla Łukasza Młynarskiego za notoryczne naruszanie obowiązków trenerskich. A szkoda bo należał do osób, które mogły walczyć o prymat najlepszego trenera.

Konie półkrwi

Jak zwykle najwięcej emocji dostarczyły gonitwy z udziałem koni ras półkrwi. Niestety, w tym roku udało się zgromadzić we wrocławskich stajniach zaledwie 64, co spowodowało, że część gonitw zaplanowanych do rozegrania zostało skreślonych z planu wyścigowego.
Po wielu latach do stajni zawitali wychowankowie z SK Rzeczna. Wszyscy byli żywo zainteresowani jak zaprezentują się ich konie na wrocławskiej bieżni. Jako pierwsza pasmo sukcesów rozpoczęła Wabena (po Barasz wlkp), która po łatwych zwycięstwach w dwóch gonitwach grupowych wystartowała jako faworytka do najważniejszego sprawdzianu dla klaczy - Nagrody Arabelli OAKS. Udowodniła swoją klasę, łatwo ogrywając siedem rywalek i zdobywając pierwszy poważny laur dla stadniny po 42 (!) latach. Klaczy dosiadała Anna Stasiak a trenował Adam Suchorzewski. Później Wabena rywalizowała w gonitwach pozagrupowych, gdzie musiała uznać wyższość innego wychowanka z Rzecznej. Tegoroczną karierę mogła zamknąć piękną wygrana w gonitwie płotowej - Nagroda SK Ochaby (2800 m) - niestety niefrasobliwość jeźdźca (K. Brygier) na ostatnim płocie skończyła się wyłamaniem i w efekcie nie ukończeniem gonitwy. A szkoda.
Bardzo dobrze radziła sobie w gonitwach skarogniada Baranica (po Revel sp), która odniosła trzy zwycięstwa na osiem startów. Gwiazdą tegorocznych zmagań we Wrocławiu był kary ogier Babilon (po Barasz wlkp) przygotowywany przez Roberta Światka. Pierwsze starty nie zapowiadały nic dobrego. Dwukrotnie był piąty, przegrywając z bardzo przeciętnymi końmi. Na usprawiedliwienie trzeba dodać, że dosiadała go uczeń Kamila Maryniak. Później to już pasmo zwycięstw - Nagroda Prezydenta Wrocławia, Derby Półkrwi, Tunela, Zamknięcia Sezonu, do których doprowadziła Babilona gościnnie jeżdżąca na Partynicach Austriaczka - Cornelia Fraisl.

Od kilku lat dużym zainteresowaniem wśród wrocławskich trenerów cieszą się konie po ogierze pełnej krwi - Divisor, tym bardziej jeżeli pochodzą z Janowa Podlaskiego. Do sezonu przystąpiło pięć klaczy, kończąc sezon z ośmioma zwycięstwami. Najlepiej zaprezentowała się kara Emeralda (od Eminencja m), wygrywając dwie gonitwy grupowe. Gorzej poszło jej w klasykach Oaks i Derby. W jesiennych startach - Tunela i Zamknięcia Sezonu uplasowała się na trzecich miejscach, za najlepszymi końmi sezonu. Warto dodać, że Emeralda była czempionką pokazów koni rasy małopolskiej w Białce co w połączeniu z wynikami w torowej próbie dzielności dobrze wróży jej potomstwu. Klacz przygotowywał do startów trener Jan Pochwatka. Pozytywne rezultaty uzyskała także gniada Eskapada (od Ekspansja m) trenera Tadeusza Dębowskiego . Odniosła jedną wygraną w gonitwach płaskich lecz jej "żywiołem" okazały się gonitwy skakane, gdzie w trzech startach zajmowała odpowiednio pierwsze, drugie i trzecie (N. SK Ochaby) miejsce. O olbrzymim niedosycie można mówić w przypadku drobnej Askanii (od Astella m), która pomimo dwóch zwycięstw nie potrafiła odnaleźć się w gonitwach wyższych klas. Wydaje się, że olbrzymie znaczenie na jej karierę miał start z 13 maja, gdzie została fatalnie przeprowadzona przez Cornelię Fraisl. Klacz dopiero jesienią odzyskała pełnię formy. Podobnie w przypadku klaczy Potencja (od Plaga m) można doszukiwać się błędów w sztuce, które nie pozwoliły na poznanie jej pełni możliwości. Klacz progresowała z sezonem, by w Nagrodzie Rewolty przeprowadzonej w bardzo surowych warunkach, zająć wysoką, druga lokatę. Kolejna próba sił to sierpniowy OAKS i kompletna klapa. W wyniku fatalnego startu i kolizji Potencja nie liczyła się w rozgrywce, kończąc na odległym szóstym miejscu. Był to jak się okazało jej ostatni start w sezonie.

Wiodące zwykle prym konie z SK Ochaby, w tym roku musiały zadowolić się zaledwie drugim miejscem w statystykach. Z trzynastu zgłoszonych do sezonu koni wygrywały zaledwie trzy - Akcent (po Chef Supreme xx) - trzy razy, Decyma (po Chef Supreme xx) - dwa razy i Szambelan (po Balisco II sp) - raz. Z sześciu zwycięstw tylko wygrana Decymy miała charakter selekcyjny. Prowadząc od startu do mety odniosła zwycięstwo w gonitwie przygotowawczej do Oaksu - Nagrodzie Rewolty (2200 m), finiszując tylko o 3 sek. wolniej od rekordu toru. Trzeba zaznaczyć, że Decyma jest pełną siostrą świecących triumfy w latach 2005 i 2006 ogierów Decybel I i Decybel II, co skazywało ją na sukces. Niestety trudny charakter oraz problemy zdrowotne nie pozwoliły jej na pełne powtórzenie wyników swoich braci. Z ochabskich wychowanków na uwagę zasługują przede wszystkim Akcent przygotowywany do startów przez Wiesława Kryszyłowicza. Ten nieduży (161 cm w kłębie) muskularny ogier już w czerwcowej Nagrodzie Prezydenta Wrocławia pokazał, że nie boi się dystansu i będzie wymagającym przeciwnikiem, zajmując drugie miejsce (za Babilonem). Później było już tylko lepiej. W Derbach trzeci, ustępując tylko rzeczniańskim czempionom, następnie trzy zwycięstwa w gonitwach grupowych i kończące jego zmagania piąta lokata w Nagrodzie Zamknięcia Sezonu. Warto wspomnieć o klaczy Grawitacja (po Chef Supreme xx). Ta delikatnej budowy klacz, na treningach sprawowała się rewelacyjnie co potwierdziła w Oaks, gdzie dosiadana przez dżokeja S. Wasiutowa, zajęła wysokie drugie miejsce za Wabeną. W Derbach było już gorzej, dopiero piąta. Niestety kontuzja wycofała ją z treningu.
Kolejny rok z rzędu do grona najlepszych półkrewków dołączają konie prywatnej hodowli. Tym razem byli to wychowankowie Tomasza Tury - Baskir (po Chef Supreme xx) i Lord (po Chef Supreme xx). Obydwa ogiery to półbracia koni, które wygrywały już na torze - Baccardi (2003) i Linda (2005). Kasztanowaty Lord ewidentnie nie lubił twardego toru, przez co jego osiągnięcia raczej nie napawały optymizmem. Ale pomimo to dwukrotnie zwyciężył. Z kolei Baskir poprawił wynik swojego brata, czterokrotnie triumfując, w tym dwukrotnie w gonitwach płotowych (N. SK Ochaby). Zajął również dobre czwarte miejsce w Derby. W przyszłym roku jako jedyny koń półkrwi będzie próbował sił w gonitwach skakanych ale u południowych sąsiadów.

Konie 4-letnie i starsze półkrwi

Zaledwie czternaście koni rozpoczęło przygotowania do sezonu skakanego na Partynicach. Do startu wyszło jedenaście, a zwyciężały trzy. Konie rywalizowały w siedmiu gonitwach płotowych. Nie została rozegrana ani jedna gonitwa przeszkodowa co należy uznać za wielką porażkę organizatora. Niekwestionowanymi gwiazdami wewnętrznej bieżni stały się janowskie podopieczne Roberta Światka - Karoca (Divisor xx - Kareta m) oraz Berra (Divisor xx - Baryłka m). Karoca na początku sezonu przyćmiła swoimi osiągnięciami ubiegłoroczny sukces stajennej koleżanki - wygrana Nagroda Arabelli - OAKS. Zwyciężyła w trzech płotowych pojedynkach, w tym w Memoriale prof. A. Modrakowskiego (2800 m). Jednak to do Berry należało ostatnie słowo. Kropkę nad "i" postawiła wygrywając najważniejszy sprawdzian dla starszego rocznika - Czempionat płotowy starszych koni półkrwi (3200 m). Pod względem zwycięstw mogła jeszcze dogonić Karocę, gdyby nie głupi błąd jeźdźca (K. Brygier), który "zgubił" wagę w dystansie gonitwy. Decyzją Komisji Technicznej para została zdyskwalifikowana z pierwszego miejsca, a zwycięstwo przyznano ogierowi Dreszczyk (po Teksas xx).

Rywalizacja pomiędzy końmi była zacięta do ostatnich dni. Niestety w przyszłym roku nie zobaczymy ani jednego z nich we wrocławskich gonitwach płotowych i przeszkodowych. Okazało się, że hodowcy i właściciele mają zupełnie inny punkt widzenia co do przyszłości swoich podopiecznych niż trenerzy i jeźdźcy. Liczy się tylko wynik finansowy stadniny. Lepiej jest szybko sprzedać przyszły materiał hodowlany, który pokazał się z dobrej strony, niż zainwestować w niego kolejny rok. Na Partynicach konie niejednokrotnie udowodniły, że pomimo tego, że należą do tzw. "braków" są dzielne i wytrzymałe. Wiele z nich rozwijało się jako czterolatki, osiągając bardzo wysokie wyniki. Biorąc pod uwagę minimalny koszt po stronie właścicieli związany z rocznym treningiem koni dziwi takie podejście do sprawy. Tym bardziej, że pojawili się chętni na zakup koni ale dopiero po ukończonej dwuletniej karierze. Dobijającym jest również cena jaką zapłacono za te konie. Jeżeli prawdą jest, że sprzedane zostały za tak małe pieniądze, to strasznie nisko ceniona jest praca ludzi z końmi.

Konie czystej krwi arabskiej.

Z roku na rok rośnie liczba chętnych do oddania swoich "arabskich" wychowanków na tor we Wrocławiu. Partynice ograniczone są liczbą boksów i w efekcie "zaledwie" 65 arabów mogło rozpocząć trening, z czego 49 stanowiły konie z jednostek agencyjnych. Od samego początku współpracy ze stadninami widać, iż większość z ich podopiecznych to konie wystawowe a nie wyścigowe. Cieszą informacje o tym, że Pegasus, Pentamer czy Sargento zajmują miejsce w boksach ogierów czołowych a klacz Pieta zostaje najdroższym koniem podczas aukcji w Janowie. Pojawia się jednak pewien niedosyt, tym bardziej kiedy przegrywa się z przyjezdnymi a oni później nie istnieją w Warszawie. Najlepszymi końmi arabskimi okazali się podopieczni trenera Tadeusza Dębowskiego. W pierwszej dziesiątce znalazły się Germanik, Acer, Farah-Basel, Walor, El-Madżilis, Salero i Cirsza. Na wyróżnienie zasługuje michałowski Germanik (Gazal Al Shaqab - Gehenna) , który na cztery starty zwyciężył trzykrotnie, w tym w jedynej pozagrupowej gonitwie dla koni czystej krwi rozgrywanej we Wrocławiu - Nagrodzie SK Lesieniec (2200 m). Zwycięstwo o tyle imponujące, że niósł dwa kilo więcej od przeciwników. Niestety podczas warszawskiej konfrontacji w Nagrodzie Europejczyka Germanik miał niewiele do powiedzenia. Pomimo piątego miejsca w generalnej klasyfikacji to wysoka nota należy się szybkiej El Madżilis. Kłopoty zdrowotne na początku sezonu spowodowały późny ale bardzo udany debiut. Klacz w sumie wygrała dwie gonitwy i kończyła druga w nagrodzie SK Lesieniec. Znany ze swojego sceptycyzmu do koni arabskich trener Adam Suchorzewski osiągał nimi zaskakująco dobre wyniki. Konie takie jak Baruta, Eunora czy Sargento stanowiły trzon jego stajni, wysoko punktując w gonitwach. Największe nadzieje pokładane były w półsiostrze ogiera Barbarossy - klaczy Baruta (Piaff - Barka) . 14 października klacz pod uczniem A. Mazurkiewiczem łatwo rozprawiła się z przeciwnikami, rozbijając totalizator. Po tym wyścigu zapadła decyzja o próbie na Służewcu. Niestety udział pary Baruta - Stasiak w Nagrodzie Sasanki jak i sama gonitwa była karykaturą wyścigu. Prawdziwą wartość klaczy poznamy dopiero w roku 2008, kiedy trenować ja będzie Dorota Kałuba. Na uwagę zasługuje drobna janowska Elwa (Metropolis NA - Elwira) ze stajni Jana Pochwatki. Biegała na bardzo równym poziomie, wygrywając dwa wyścigi. Szkoda, że nie można jej było zobaczyć w rywalizacji na wyższym poziomie. Podsumowując sezon arabski we Wrocławiu śmiało można powiedzieć, że w porównaniu do lat poprzednich poziom był zdecydowanie wyższy. Dzięki dopuszczeniu uczniów do startów na trzyletnich arabach zwiększyła się obsada i tym samym atrakcyjność gonitw. Jeźdźcy niejednokrotnie udowodnili, że wygrywa niekoniecznie jeździec wyższej kategorii dosiadający lepszego konia. O rzetelności samych gonitw niech świadczą dobre czasy w nich osiągane. Dwukrotnie został wyrównany rekord toru na dystansie 1600 metrów przez Lissara i Walora (1'51").

Trenerzy

Tradycyjnie czempionem wśród wrocławskich szkoleniowców został Tadeusz Dębowski, wygrywając 29 gonitw. Słowa uznania należą się Robertowi Świątkowi, którego Babilon, Berra i Karoca zwyciężyły w najważniejszych gonitwach dla swoich roczników. Szkoda, że mając w stajni ponad dwadzieścia koni obydwu ras praktycznie zwyciężał tylko wymienionymi. Największym minusem jego sezonu są tylko dwie wygrane w rywalizacji końmi arabskimi, a nie wszystko można zrzucić na "materiał wystawowy". Jako udany może traktować zakończony sezon trener Pochwatka, którego stajnia biegała bardzo równo od samego początku. Pozytywnie należy ocenić Adama Suchorzewskiego. Mając siedem koni półkrwi w treningu, osiągnął najwyższy procent zwycięstw (22,22), triumfując m. in. Nagrodzie Rewolty i OAKS. Gratulacje należą się partynickiemu nowicjuszowi - Wiesławowi Kryszyłowiczowi. Pomimo tego, że przejął praktycznie "surową" stajnię w kwietniu, zdołał przygotować konie i zwyciężyć nimi w osiemnastu gonitwach. Najdłużej rok 2007 zapamięta jeden z najbardziej doświadczonych trenerów - Stanisław Borkowski. Braki kadrowe odbiły się na przygotowaniu koni do gonitw, co odbiło się na ich wynikach. Zaledwie 5 zwycięstw na 101 startów. Miejmy nadzieję, że przyszły rok będzie lepszy.

Jeźdźcy

Najwięcej wygranych (24) na swoim koncie zgromadziła Patrycja Szczepańska jeżdżąca na stałe u trenera Dębowskiego. Pomimo osiągnięć i najlepszych warunków do uprawiania zawodu jeźdźca, trudno jest przyznać jej tytuł "czempiona". W trakcie gonitwy często brały górę emocje co przekładało się na wynik w celowniku. Największą jej wadą jest nieumiejętne i niepotrzebne używanie bata (wyścig na klaczy Cirsza). Drugą pod względem zwycięstw została Anna Stasiak, startująca w stajni Adama Suchorzewskiego. Na pewno może ten sezon zaliczyć do bardzo udanych, aczkolwiek również nie ustrzegła się błędów lub nieprofesjonalnych zachowań. Na długo w pamięci kibiców zostanie jej udział w gonitwie derbowej na Wabenie oraz start w Nagrodzie Sasanki na klaczy Baruta. Brawa należą się dla najmłodszych stażem jeźdźców - Andrzeja Mazurkiewicza i Karoliny Dynarowskiej. To im przysługuje tytuł "nadziei wyścigów". Praktycznie w tym roku obydwoje rozpoczęli swoja karierę. Udowodnili, że potrafią z głowa przeprowadzić konie w gonitwie, zajmując wysokie miejsce w finałowej rozgrywce.

Już niedługo rozpocznie się kolejny rok z wrocławskimi wyścigami. Miejmy nadzieję, że pomimo wielu trudności z którymi boryka się wyścigowy "przemysł", będziemy mogli ponownie podziwiać rywalizację na najwyższym poziomie pomiędzy końmi, trenerami i jeźdźcami.

  cofnijgóra strony