|
|
 |
JAK SIĘ NIE MA CO SIĘ LUBI,
TO SIĘ LUBI CO SIĘ MA - CZYLI SEZON 2009
Za nami kolejny sezon wyścigowy na wrocławskich Partynicach. Jaki był? Na pewno inny niż pozostałe. Z powodu wszechobecnego kryzysu trudno było doszukać się nowości na torze. Nie licząc powrotu do korzeni, czyli reaktywacji gonitw przeszkodowych z udziałem koni półkrwi. Nowością było to, że startowały w nich konie trzyletnie. Natomiast brak koni przyjezdnych oraz uczestniczący w niewielkim stopni jeźdźcy z Warszawy są dowodem ekonomicznej sytuacji panującej w naszym kraju. Odbiło się to tym samym na rzetelnej selekcji trenowanego materiału. Dowodem może być Nagroda Zamknięcia Sezonu (B), gdzie spotkały się derbista Bufor z prudnickim Walkoverem. Na drugim jechał sprowadzony z Warszawy Paweł Gluza, który jazdą pokonał wrocławskiego derbistę z Beatą Zawadzką. Takich przykładów można znaleźć więcej. Ale cóż - "Jak się nie ma co się lubi .....".
Trenerzy
Rywalizacja szkoleniowców była zacięta od samego początku. Tradycyjnie "szalał" Tadeusz Dębowski i przez cały sezon udowadniał, że będzie walczył o tytuł "Czempiona trenerów". Klasę pokazał wygrywając klaczą Absyda - Nagrodę Arabelli-Oaks (A). Pierwsza lokata w statystykach była bardzo blisko. W zamykającej wyścigowe zmagania gonitwie - Wenezja przyszła druga do Palmery Stanisława Borkowskiego. Tym samym po dziesięciu latach Tadeusz Dębowski został zdetronizowany. A dokonał tego Stanisław Borkowski. I to jest niewątpliwie tegoroczna niespodzianka. Nadzwyczajnie radziły sobie konie ze stajni tego trenera. Pod względem wygranych sum nagród zdominowały sześć z siedemnastu dni wyścigowych. To zapewniło zwycięstwo w statystykach trenerów (27 wygranych). Jest to bardzo pozytywny aspekt biorąc pod uwagę, że w poprzednich latach trudno było stajni "ugrać" więcej niż 10 gonitw. Gratulacje i podziękowania za taki wynik należą się asystentowi trenera - Michałowi Borkowskiemu, który bardzo rzetelnie podszedł do objętej funkcji i z głową przeprowadził konie przez sezon. A wygrane w Prezydenta Wrocławia, Rewolty, SK Ochaby i Zamknięcia Sezonu pokazują, że potrafi przygotować konie wyścigowe. O pewnej stagnacji można mówić w przypadku Jana Pochwatki, który odpuścił sobie ten rok, kończąc ostatni w tabeli. A szkoda bo miał kilka koni, które mogły powalczyć przy lepszym doborze dla nich gonitw. Powoli rozkręcał się Robert Świątek, który zgodnie z tym co zapowiedział podczas "Otwarcia Sezonu" - nie był ostatni w statystykach. Niestety nie miał w tym roku wybijającego się materiału, ale pomimo to uzyskał przyzwoity wynik z osiemnastoma zwycięstwami. Adam Suchorzewski powtórzył rezultat z 2003 roku zdobywając najważniejszy klasyk - Derby Półkrwi ogierem Bufor. Punktował również w Nagrodzie Tunela i Wrocławia. Pod względem liczby zwycięstw przeskoczył tylko trenera Pochwatkę. Świadczyć to może o tym, że postawił na jakość a nie ilość - co się opłaciło. Faktem jest, że oprócz sezonu wrocławskiego trener Suchorzewski aktywnie uczestniczył w najważniejszych próbach koni arabskich w Warszawie. Wszystko dzięki kasztanowatemu Amadisowi, który z sukcesami rywalizował w grupie koni czteroletnich. Ostatni z wrocławskich szkoleniowców - Wiesław Kryszyłowicz, gonił Borkowskiego i Dębowskiego pod względem zwycięstw, kończąc zmagania na trzecim miejscu z 22 wygranymi. Zdecydowanie lepiej szło mu w rywalizacji koni arabskich niż półkrwi co potwierdził wygrywając pozagrupową Nagrodę SK Lesieniec janowską klaczą Saliniera. Minusem pogoni za czołówką trenerów była największą liczbą kontuzji wśród swoich podopiecznych niż u innych szkoleniowców. Ale takie są wyścigi.
Jeźdźcy
Z wrocławskich jeźdźców na wyróżnienie zasługuje trzech. Jako pierwszemu trzeba pogratulować Adamowi Kulikowskiemu, który trzynaście razy mijał celownik jako pierwszy. Z czego trzykrotnie (Nagroda Czada, Sexmana, Zamknięcia Sezonu Płotowego) w Warszawie, dosiadając weterana stołecznej bieżni - ogiera San Luis. Uzyskał wysoką skuteczność - 28,3%. Tradycyjnie brał udział w gonitwach skakanych i płaskich. Niestety pojawiające się w tym roku problemy z wagą będą się nasilać i przypuszczalnie Adam Kulikowski będzie musiał się przestawić wyłącznie na gonitwy płotowo - przeszkodowe. Jako drugą należy wymienić Kamilę Maryniak, która sezon zakończyła z piętnastoma zwycięstwami (największą liczbą wśród Dolnoślązaków) ze skutecznością 14,7%. Godnym odnotowania jest fakt, iż Kamila systematycznie pnie się w górę w statystykach. Najlepszy jej tegoroczny występ to drugie miejsce w Nagrodzie Derby Półkrwi, gdzie dosiadała gniadej Sfery. Trzeci jeździec, dla wielu będących najlepszym, to Beata Zawadzka, która po pięciu latach przerwy wróciła do pracy z końmi wyścigowymi. Razem z siwym Buforem sięgnęła po najważniejsze trofea we Wrocławiu - Nagrodę Wrocławia, Derby Półkrwi i Tunela. Sezon zakończyła z jedenastoma zwycięstwami, przy nie najwyższej skuteczności - 14%. Na podobnym poziomie lecz bez spektakularnych sukcesów sezon zakończyły Justyna Domańska, Joanna Fornal - Laskosz i Małgorzata Kryszyłowicz. O dużym niedosycie można mówić w przypadku Natalii Hendzel oraz Patrycji Szczepańskiej. Pierwsza z nich, podobnie jak Adam Kulikowski, trzynastokrotnie mijała celownik jako zwycięzca. Sezon rozpoczęła mocnym uderzeniem, rzadko schodząc poniżej podium. Do czerwca wygrała siedem gonitw. W kolejnych miesiącach było nieco gorzej. Utrzymała poziom zwycięstw lecz częściej kończyła gonitwy na dalszych lokatach. I co gorsza zdarzało się jej popełniać wiele szkolnych błędów, mających w efekcie końcowym odzwierciedlenie w zajmowanych miejscach. Ale z nadzieją może patrzeć na kolejne lata jej kariery, gdyż przy odrobinie dobrej woli wyciągnie wnioski z niepowodzeń. Druga z pań - Patrycja Szczepańska na pewno szybko będzie chciała zapomnieć o mijającym roku. Biorąc pod uwagę ostatnie dwa lata, kiedy należała do najlepszych wrocławskich jeźdźców, wygrywając po 21 i 24 gonitwy, tegoroczny wynik nie jest zadawalający. Na pewno wpływ na taki stan rzeczy miały kontuzje jak i brak porozumienia z trenerem. Szczepańska należy do tego typu jeźdźców, którzy walczą do końca. Niestety chęć zwycięstwa za wszelką cenę odbijała się na bezpieczeństwie gonitw z jej udziałem, przykładem są wyścigi w Sopocie, gdzie w wyniku kolizji poszkodowana została Małgorzata Kryszyłowicz.
Powoli do głosu dochodzą najmłodsi stażem adepci sztuki wyścigowej. Progresować zaczął uczeń Andrzej Mazurkiewicz, posiadający idealne warunki do jazdy konnej. Odniósł kilka dobrych wyników i chyba trochę sukcesy przysłoniły zdrowy rozsądek. Wykorzystując daną mu szansę przez trenera Adama Wyrzyka, zaczął dosiadać koni w Warszawie. Niestety podczas jednej z gonitw popełnił bardzo poważny błąd, co zaowocowało surową karą (zawieszeniem licencji). Słowa uznania należą się Sabinie Kaszczyszyn, która w tym roku jeździła na bardzo równym poziomie, wygrywając cztery wyścigi. Po jednej gonitwie wygrały Paulina Tanaś i Karolina Działa. Z debiutantów została ambitna Eliza Wiatr. Jednak w jej przypadku rozwój kariery może być utrudniony, gdyż w jej stajni jest dwóch jeźdźców, którzy będą dostawać lepsze konie.
Konie
Bardzo pozytywne wrażenie od początku startów sprawili wychowankowie Stadniny Koni w Prudniku. Uwagę przykuwali potomkowie ogiera Rashim m (po Milczan m) - Walkover, Wilmar, Espar i Wireta. Cała czwórka progresowała z każdym startem, odnosząc w sezonie wygrane. Wyróżniał się kasztanowaty Walkover. Klasę pokazał w czerwcowej Nagrodzie Prezydenta Wrocławia, zajmując pierwsze miejsce. Później przyszły starty w gonitwach pozagrupowych gdzie jednak ponosił porażki. Ale widać było, że drzemią w nim duże możliwości. Po decyzji hodowcy, na ostatnią gonitwę pozagrupową Walkovera dosiadał sprowadzony z Warszawy Paweł Gluza. Ogier dobrze przeprowadzony w środku dystansu miał duży zapas sił na finiszu i odparł atak galopującego po zewnętrznej derbisty Bufora odnosząc zwycięstwo. Po sezonie Walkover trafił do stajni sportowej i przygotowywany jest do konkurencji WKKW.
Tegoroczna stawka ochabskich wychowanków była bardzo skromna. Trudno było upatrywać w nich zwycięzców, tym bardziej, że trzy z nich pochodzą od debiutującego w stadzie Fusain du Defey xo (po Phosph'Or xo) - Bufor, Sfera i Gafa. Najlepiej z tej grupy rozpoczął starty siwy Bufor, stopniowo pnąc się po szczeblach końskiej kariery. Decyzją trenera ominął Nagrodę Prezydenta Wrocławia, startując z sukcesem w sierpniowej Nagrodzie Wrocławia. Zwycięstwo było dopiero przygrywką do występu w Derbach. Niejednego z kibiców wyścig ten kosztował masę nerwów. Prowadzony w końcu stawki, ze startą do prowadzących, siwy ogier sprawiał wrażenie jakby nie chciał biec. Ale przy wyjściu na prostą, dosiadająca go Beata Zawadzka, pozwoliła zjechać mu na "swój tor" pod publiczność i rozpoczęła się defilada uwieńczona sukcesem. Kolejny sprawdzian - Nagroda Tunela - zwycięstwo w derbowym stylu, a później Nagroda Zamknięcia Sezonu. Ale to już znamy. Dzięki odniesionym zwycięstwom Bufor uzyskał licencję ogiera i wrócił do stadniny. Miejmy nadzieję, że zostanie wykorzystany w hodowli.
Z tegorocznych klaczy na uwagę zasługują wychowanki z SK Rzeczna - Dobroć (po Barasz wlkp) i Jurmalia (po Nippon wlkp). Gniada Dobroć łatwo wygrała swoje pierwsze wyścigi włącznie z przedoaksowym sprawdzianem - Nagrodą Rewolty. W kolejnych gonitwach pozagrupowych zajmowała dalsze płatne miejsca nie mogąc potwierdzić swojej klasy. Sukces przyszedł w gonitwie płotowej o Nagrodę SK Ochaby, gdzie łatwo zwyciężyła. Po sezonie Dobroć została sprzedana do austriackiej stajni sportowej. Mocna, w ogierzym typie Jurmalia, nie zachwycała osiągnięciami w gonitwach płaskich. Z czasem dodatkowo pojawiły się problemy z maszyną startową. Za to klacz fenomenalnie radziła sobie na treningach skokowych i w tym trener upatrywał jej karierę. Rozpoczęła starty na wewnętrznej bieżni, gdzie nie miała sobie równych. Najpierw zdeklasowała rywali w gonitwach płotowych, by później w reaktywowanych stiplach dorzucić kolejne dwa tryumfy. Po sezonie, razem z Dobrocią, "wyjechała" do Austrii.
Dobrą końcówkę sezonu miał niedoceniony Armani (po Aspan m). Po dobrych występach w gonitwach grupowych i przetarciu w płotach trener zdecydował się go sprawdzić w Nagrodzie Tunela. I tu niespodzianka, ogier wytrzymał surowe warunki biegu, kończąc jako drugi do Bufora. W Nagrodzie Zamknięcia Sezonu pokazał, że jest dzielnym koniem plasując się ponownie wysoko w celowniku (trzeci), przegrywając jedynie do tegorocznych czempionów - Walkovera i Bufora. Teraz zobaczymy go zapewne w Bogusławicach w Zakładzie Treningowym.
Na zakończenie słów kilka o Ochalskiej córce ogiera Banita m (po Arcus xx) - klaczy Absyda. Ta delikatna klacz szybko "przegrupowała się" zwyciężając swoje pierwsze wyścigi. Pod dżokejem Aleksandrem Reznikovem zwyciężyła w Nagrodzie Arabelli - Oaks. W kolejnych gonitwach zajmowała płatne miejsca lecz nie osiągnęła już tak dobrego rezultatu.
Z koni czystej krwi arabskiej trenujących we Wrocławiu na pierwszy plan wysuwa się Amadis, który rywalizował jedynie w Warszawie. Osiągnięcia z ubiegłego roku stawiały go w roli jednego z faworytów w starszym roczniku do laurów zwycięstwa. Wszystkie swoje tegoroczne starty zakończył na płatnym miejscu, wygrał jednak "tylko" pierwszo grupowy pojedynek, pokonując zagraniczną hodowlę arabską co odbiło się głośnym echem w wyścigowym środowisku. Najważniejszy sprawdzian - Derby arabskie przyniosły drugie miejsce. Przegrał do swojego odwiecznego rywala - Ermisa. Szansę na sukces upatrywano w Nagrodzie Porównawczej (A), ze względu na nieobecność derbisty. Lecz i tam znalazł się lepszy, tym razem trzyletni Equilin. Amadisowi należy się wysoka nota za tegoroczne zmagania, a fakt że pozostał w treningu pozwala wierzyć, że kolejny rok jego startów będzie równie emocjonujący. Z trzylatków arabskich najlepsze wrażenie zostawiły janowska Saliniera (po Ekstern) oraz michałowski Ellot (po Wachlarz). Drobna Saliniera pokonała przeselekcjonowane konie w Nagrodzie SK Lesieniec (B), Ellot był tam czwarty, ale obserwując jego gonitwy śmiało można ocenić go wyżej. Jesienią do formy doszła janowska Europia (po Pesal). Sprawiała wrażenie konia dystansowego, który może odnosić sukcesy na "arabskich" dystansach. Próbę bojową zdała z wynikiem pozytywnym w Warszawie w Nagrodzie Sasanki (B), kończąc na czwartym miejscu. Warto odnotować, iż był to debiut tego konia na stołecznym torze a stawka startujących klaczy nie należała do słabeuszy. Bardzo pozytywne wrażenie z początku sezonu zrobiły konie wyhodowane przez Ryszarda Szpara. Najlepszym był Drake (po Elmen), wygrał dwa wyścigi i w Warszawie zajął drugie miejsce w Nagrodzie Europejczyka (B). Niestety kontuzja wyłączyła go z dalszego treningu, podobnie jak pozostałych kilka koni tego hodowcy.
Kłusaki
Polski trot dotknęła lekka stagnacja. Nie zwiększyła się populacja ścigających się kłusaków. Plusem jest jednak dalsze zaangażowanie trenerów i właścicieli w rozwój tej dyscypliny. Tegoroczne zmagania trenerów, podobnie jak w sezonie 2008, wygrał Andrzej Najderski, którego podopieczne siedmiokrotnie mijały celownik jako pierwsze. Po piętach deptał Wiesław Kałuża, którego konie w Polsce wygrały sześć wyścigów, natomiast siódmą wygraną (Moon de Boisaubert) dorzucił w czeskiej Pradze. W polskim kalendarzu wyścigowym dla kłusaków najważniejsze gonitwy podzielili między siebie Roman Mateusiak, którego Obsess Oaks pod Dorota Bińkowską wygrała Nagrodę Hipodromu Vincennes i Wiesław Kałuża, który do zwycięstwa doprowadził Nitisa Josselyn w gonitwie pod patronatem Cheval Francais.
Tak pokrótce wyglądała rywalizacja we wrocławskim sporcie królów. Pomimo licznych problemów z jakimi borykają się wyścigi w Polsce, z nadzieją trzeba patrzeć w przyszłość. Wyścigi mają w sobie tę magię, która zawsze będzie przyciągać kibiców chętnych spróbowania hazardu lub po prostu spędzenia wolnej chwili w tym specyficznym miejscu jakim jest tor wyścigowy. A już niedługo, bo raptem w kwietniu rusza kolejny sezon, pełen nadziej na kolejne sukcesy.
|
 |
|